[RECENZJA] Serial „Szefowa”

[RECENZJA] Serial „Szefowa”

Pasja, zaangażowania i głowa pełna marzeń – w tych kilku słowach można określić główną bohaterkę serialu „Szefowa” – Sophię. Trochę nieprzypadkowo, jako pierwszy  wybrałam dla Was tak kobiecy temat. Choć uważam, że od głównej bohaterki mógłby się wiele nauczyć niejeden mężczyzna.

Stosunkowo od niedawna korzystam z Netflixa, ale już wiem, że decyzja o rezygnacji z tradycyjnej telewizji była słuszna. Obecnie nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Szefowa był jednym z pierwszych seriali, na jaki się natknęłam (kilka miesięcy wcześniej obejrzałam „13 reson why”). Kilka lat wcześniej wpadła mi w ręce książka, na której podstawie został nakręcony serial. Choć z bólem serca muszę stwierdzić, że nie miałam czasu, żeby ją przeczytać. Dlatego recenzja opierać się będzie wyłącznie o wrażenia po obejrzeniu serialu, bez porównań do książki  Sophi Amoruso.

Sophia – kobieta, szefowa wulkan

Głowna bohaterka Sophi została zagrana przez Britt Robertson (znanej z filmów m.in. Najdłuższa podróż, Kraina jutra czy The First Time). Aktorka świetnie poradziła sobie podczas zwykłego biegu wydarzeń, a także podczas retrospekcji. Dziewczyna z marzeniami i silną potrzebą dążenia do celu. Cała zabawa zaczyna się od tego, że najzwyczajniej w świecie brakuje jej kasy. Dokonuje zakupu u znajomego sprzedawcy w second-handzie. Ciuch, za który płaci grosze, okazuje się być kurtką motocyklową ze skóry z lat ’70. Gdy grozi jej eksmisja, sprzedaje ją z ogromnym zyskiem i wtedy cała zabawa się zaczyna. I tutaj się zatrzymam. Resztę zobaczcie sami.

Tło wydarzeń

Scenografia dopracowana w każdym detalu – piękne miasto, wnętrza i kostiumy. Główna bohaterka tak charyzmatyczna i energiczna, że postacie drugoplanowe stawały się tłem, które bezbłędnie dopełniało całość historii. Nie można nic zarzucić zdjęciom. Wszystko dopracowane i przemyślane. Nawet na chwile widz nie ma uczucia, że coś wydarzyło się przypadkiem. A jak było naprawdę? Wie tylko sam reżyser 🙂

Tak na początek?

A teraz zdradzę Wam, dlaczego właśnie ten temat poruszyłam jako pierwszy. Patrząc na Sophi Amoruso, widzę siebie i wiele innych znanych kobiet, które poszukują swojego miejsca na ziemi. Jednak nie każdej się to udaje, nie każda ma tyle szczęścia, możliwości, a czasem po prostu na ostatniej prostej do sukcesu zabraknie motywacji. Ja właśnie nie chce, żeby kiedyś mi zabrakło motywacji do działania. Chcę, jak główna bohaterka walczyć o swoje marzenia do utarty tchu, chce odnaleźć w sobie taką samą siłę.

Jednym tchem obejrzałam wszystkie odcinki serialu „Szefowa” (szkoda, że nie ma drugiego sezonu). Serial na 5+. Bardzo polecam.